J. podsumowała rok 2013, a ja już od 1.01.2014 zbieram się z zamiarem opisania początku roku, który stanowi nasz czas teraźniejszy. Dziś mamy już 20.02, a mi wciąż brak czasu, słów czy odwagi by dokonać wyboru w opisie wydarzeń, by uwzględnić te najważniejsze i jednocześnie nie pominąć tych mniej istotnych. Otóż początek roku dla mnie stał się jednocześnie początkiem nowego, całkiem innego niż dotąd życia, życia dorosłego. Jeśli choć przez chwilę wcześniej wydawało mi się, że dorosłość rozpoczyna się wraz ze zdmuchnięciem 18 świeczek na torcie lub otrzymaniem dowodu osobistego, to dopiero rok 2014 pokazał mi w jak wielkim byłam błędzie. Po zakończeniu, cudnego, pięcioletniego okresu życia, jakim były studia, nadszedł czas na szukanie pracy, na usamodzielnienie się. I oto stanęłam u progu dorosłości. 02.01. rozpoczęłam pracę zawodową. Pracę w szpitalu, długo oczekiwaną. By jednak mogło do tego dojść wcześniej musiałam przejechać wzdłuż i wszerz połowę naszego kraju, w poszukiwaniu tego co konieczne, pracy dającej zarobić na chleb powszedni. W poszukiwaniu pracy dającej możliwość realizacji powołania, roli życiowej, powierzonej mi wraz ze zrodzeniem się myśli o zostaniu położną i rozkwitającej w sercu przez ostatnie lata mojego życia. Zrobiłam to, tworzyłam, pisałam, przetwarzałam, drukowałam i składałam setki cv i listów motywacyjnych, by w końcu otrzymać pracę w Opolu. 390 km dzielące to miasto od naszej rodzinnej Stalowej Woli, było i wciąż pozostaje dla mnie bolesną odległością, którą z bólem serca musiałam przebyć, ciągnąc za sobą bagaż, który w jednej walizce miał zmieścić całe moje życie. I oto zaczęło się. To było jak spacer po linie nad wielką przepaścią. I co jest w tym najbardziej niesamowite...wciąż uważnie stawiam kroki po tej linie, nie widząc stabilnego i pewnego końca tej podróży. Przeprowadziłam się do zupełnie nowego, nieznanego mi miasta. Rozpoczęłam pracę, która stała się dla mnie nie tylko możliwością realizacji zawodu, ale jedną wielką i niepowtarzalną szkołą życia. Jestem. Niezwykłość życia każe mi żyć dniem dzisiejszym. Nie odwracać się w celu rozpamiętywania przeszłości, nie planować przyszłości nie należącej do mnie. Patrzę wiec, w górę, ku rzeczom doskonałym, by nie zatracić się tylko i wyłącznie w tym gdzie stawiam kolejny krok na tej niedoskonałej ziemi. A co najważniejsze, właśnie to daje mi szczęście.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą u.. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą u.. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 20 lutego 2014
sobota, 30 listopada 2013
Stalowa Wola
Stalowa Wola narodu polskiego. W takim mieście przyszło mi się urodzić, przyodziać w stalową wolę i żyć. Życie wiodło mnie różnymi ścieżkami, daleko wybiegającymi poza granice miasta. Nazwy miast się zmieniały, mapa wraz z sercem przepełnionym tęsknotą poprzebijana została nie jedną szpilką oznaczającą lokalizację, a jednak stalowa wola wciąż zdobiła mą duszę. Im dalej jechałam, im bardziej odległe miejsca stawały się mym 'domem' tym stalowa wola zakorzeniona w moim sercu wydawała się mocniejsza. Stalowa to znaczy mocna i nieugięta, waleczna i mimo wszystko. Stalowa wola to życie i budowanie życia mimo wojny, która toczyła się w '39, ale też mimo tej, którą każda z nas toczy każdego dnia, na długo po '45 roku. Nazw miast w moim życiu wciąż przybywa, serce wciąż przekłuwam kolejnymi szpilkami zlokalizowanymi na mapie Polski, dopatruję się w tych miejscach stałości, bezpieczeństwa...wciąż wędruje w poszukiwaniu miejsca na ziemi. I gdyby nie owa stalowa wola, która towarzyszy mi do urodzenia pewnie już dawno bym zrezygnowała, a jednak! Stalowa Wola narodu polskiego tak kiedyś jak i dziś.
sobota, 13 kwietnia 2013
Piękny dzień.
Dziś piękny dzień. Pięknej wiosny. Napiszcie mi moje drogie co ten dzień wam przyniósł czy zwiastuje? Czekam na Wasze notki, pisząc pracę magisterską.
wtorek, 19 marca 2013
Znów wędrujemy ciepłym krajem, malachitową łąką morza...
Moje drogie.
Piszę to w piękny poranek.
Zapach kawy unosi się w pokoju.
Pod oknem ktoś odgarnia śnieg.
Cała reszta śpi.
Chciałam napisać Wam o życiu i zamieszaniu. O kalendarzu wypełnionym co do sekundy, nie czyniącym sobie żadnych wyrzutów z powodu zawładnięcia mną w stu procentach. Odwiedziłam ostatnio Warszawę. To miasto to tylko przykrywka, pojechałam tam do moich dwóch licealnych przyjaciółek. Spędziłyśmy razem noc przy winie i blasku świec, roztaczając wielogodzinne rozmowy, splatające nasze życia w jedną przyjaźń. Spotkanie w takim gronie odbyło się pierwszy raz od dwóch lat, więc miałyśmy co opowiadać, o czym rozmyślać. I tak przytaczając obrazy z żywotu każdej z nas, doszłyśmy do pewnego wniosku, który chce Wam tu napisać. Otóż nie można pozwolić sobie na to, by życie wymagało od nas więcej niż jest w stanie dać. I pisze to w kontekście mojego kalendarza, moich zajęć i wszystkiego co tak mnie pochłania. Tygodniami czas nie pozwala na spokojny, długi sen. A tu nie o to chodzi. Ambicja i nie wiem co jeszcze, ale coś na pewno, bez pytania zapełniają wolny czas. A może pytają, na jak dużo mogą sobie pozwolić? Tylko ja w tym biegu słyszę tylko gwar krakowskich ulic.
A pod tym najspokojnieszy czas w najspokojniejszym miejscu, wraz z podkładem muzycznym.
Znów wędrujemy ciepłym krajem, malachitową łąką morza...
G. Turnau, na którego koncercie miałam okazję się w nim zakochać.
środa, 6 lutego 2013
Sesja trwa
Piszę tu by uciec od nauki. A może by powrócić do życia codziennego. Sesja trwa. Minęło kolejne pół roku studiów. J. niedługo będziemy u mety. C. i E. wy jeszcze piękne i młode. Krakowskie życie daje wiele do myślenia. Słowa, a raczej nieodwołalne stwierdzenie ' ostatni rok' dają wiele do myślenia. Gdzie będziemy za rok o tej niezwykłej porze? Tymczasem książki, wykłady, podręczniki i wszelkie notatki elektroniczne przysłaniają pozostałe życie. Zadziwia mnie to jak bardzo przejmujący jest to czas. Jak całkiem odmienny od wszystkich innych czasów. J. napisała o książce i teraz marzę o tym by pozostawić ból, patologię i onkologię na rzecz jakieś przyjemnej książki, może tym razem bez kobiet ciężarnych w roli głównej.
piątek, 12 października 2012
Historia ta zachwyca.
Historia ta wciąż wydaje mi się niesamowita. Pewnego dnia zadzwonił telefon. Podjęłam decyzję z oczami pełnymi łez i wyjechałam do Paryża. Wyjechałam by zbliżyć się do E., a przy okazji wykazać się odrobiną odpowiedzialności za własne życie.
Moje życie ostatnio wygląda inaczej.
Komu mam o tym opowiedzieć jeśli nie przyjaciółkom.
Dzieje się coś, co odbiera wszystko. Zdawałoby się wszystko. I wtedy życie natychmiast zatrzymuje się w miejscu. W miejscu dość mało komfortowym, w którym nikt nigdy nie chce pozostać na dłużej.
Ciężko zobaczyć jakieś perspektywy zamykając oczy ze strachu. Ciężko coś usłyszeć, zagłuszając to co dookoła. Ciężko dostrzec rany gdy powierzchowność tak doskonale je maskuje.
Pewnego dnia zadzwonił telefon.
To było doświadczenie. To była ta chwila w życiu, w której niemożliwe staje się możliwe, a mi wciąż ciężko w to uwierzyć. I wtedy musiałam otworzyć oczy, by zobaczyć uroczą Szampanię. I musiałam zacząć słuchać, gdy wspaniali ludzie się ze mną witali. A perspektywy?... życie wieczne.
Jestem szczęśliwa.
Moje życie ostatnio wygląda inaczej.
Komu mam o tym opowiedzieć jeśli nie przyjaciółkom.
Dzieje się coś, co odbiera wszystko. Zdawałoby się wszystko. I wtedy życie natychmiast zatrzymuje się w miejscu. W miejscu dość mało komfortowym, w którym nikt nigdy nie chce pozostać na dłużej.
Ciężko zobaczyć jakieś perspektywy zamykając oczy ze strachu. Ciężko coś usłyszeć, zagłuszając to co dookoła. Ciężko dostrzec rany gdy powierzchowność tak doskonale je maskuje.
Pewnego dnia zadzwonił telefon.
To było doświadczenie. To była ta chwila w życiu, w której niemożliwe staje się możliwe, a mi wciąż ciężko w to uwierzyć. I wtedy musiałam otworzyć oczy, by zobaczyć uroczą Szampanię. I musiałam zacząć słuchać, gdy wspaniali ludzie się ze mną witali. A perspektywy?... życie wieczne.
Jestem szczęśliwa.
sobota, 14 stycznia 2012
Biało.
Biel za oknem wlewa się do mojego pokoju.
Białe ściany.
Biała półka.
Biała lampka.
Lubię biel. Nie jeden raz porównywałam zimę do białej kartki. Pokrywający cały świat śnieg, tworzy dla nas białą, nie zapisaną kartkę, na której nasze życie znów może malować wielobarwne obrazy. Coś w tym jest. Nadchodzi nowy rok, nowe postanowienia. Pewne sprawy definitywnie chcemy zostawić za sobą, inne zdecydowanie rozpocząć. Kolejny raz.
Jedyna myśl: z wdzięcznością za przeszłość, z wiarą w przyszłość.
Czytam właśnie książkę pt. "Ołówek". Kiedy brałam ją do ręki po raz pierwszy, nie wiedziałam, nie byłam świadoma tego, że niedługo zobaczę całą półkę w Empiku zastawioną znajomą mi okładką. Moja przyjaciółka napisała do mnie: Przeczytaj ją. Docenisz życie.
Wczoraj miałam okazję wysłuchać jednej z najbardziej dotykających mnie konferencji w moim 22 letnim życiu. Dostrzegłam dzięki komuś wielką mądrość. Zrozumiałam coś co wydawało mi się nie do pojęcia.
Konflikty, kryzysy, rozłamy zawsze powstają i będą powstawać w relacji międzyludzkiej. Usłyszałam, że jeśli jakaś relacja czy to w związku, czy w przyjaźni nie przechodzi takich chwil, to pełna jest zakłamania. Im lepiej nauczymy się z nimi radzi, im więcej ich przebrniemy zwycięsko tym relacja ta będzie bogatsza. Usłyszałam tyle słów. I choć z pewnością nie będę potrafiła w najmniejszym stopniu tak precyzyjnie trafić w sedno ludzkich nieporozumień, to jednak chciałabym zacytować pewien fragment Pisma Świętego, który stanowi piękną radę pojednania. Fragment ten mówi o uzdrowieniu kobiety.
"On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę. "
Mk 1, 31
Zrobienie pierwszego kroku, otwarcie się na pogodzenie.
Podniesienie na duchu, miłe słowa, podnoszące słowa pojednania zamiast dołujących wyrzutów.
Ujęcie za rękę, czułość i bliskość przez to okazana.
A co stało by się, gdyby obie strony konfliktu potrafiły tę radę wdrożyć w życie...
Białe ściany.
Biała półka.
Biała lampka.
Lubię biel. Nie jeden raz porównywałam zimę do białej kartki. Pokrywający cały świat śnieg, tworzy dla nas białą, nie zapisaną kartkę, na której nasze życie znów może malować wielobarwne obrazy. Coś w tym jest. Nadchodzi nowy rok, nowe postanowienia. Pewne sprawy definitywnie chcemy zostawić za sobą, inne zdecydowanie rozpocząć. Kolejny raz.
Jedyna myśl: z wdzięcznością za przeszłość, z wiarą w przyszłość.
Czytam właśnie książkę pt. "Ołówek". Kiedy brałam ją do ręki po raz pierwszy, nie wiedziałam, nie byłam świadoma tego, że niedługo zobaczę całą półkę w Empiku zastawioną znajomą mi okładką. Moja przyjaciółka napisała do mnie: Przeczytaj ją. Docenisz życie.
Wczoraj miałam okazję wysłuchać jednej z najbardziej dotykających mnie konferencji w moim 22 letnim życiu. Dostrzegłam dzięki komuś wielką mądrość. Zrozumiałam coś co wydawało mi się nie do pojęcia.
Konflikty, kryzysy, rozłamy zawsze powstają i będą powstawać w relacji międzyludzkiej. Usłyszałam, że jeśli jakaś relacja czy to w związku, czy w przyjaźni nie przechodzi takich chwil, to pełna jest zakłamania. Im lepiej nauczymy się z nimi radzi, im więcej ich przebrniemy zwycięsko tym relacja ta będzie bogatsza. Usłyszałam tyle słów. I choć z pewnością nie będę potrafiła w najmniejszym stopniu tak precyzyjnie trafić w sedno ludzkich nieporozumień, to jednak chciałabym zacytować pewien fragment Pisma Świętego, który stanowi piękną radę pojednania. Fragment ten mówi o uzdrowieniu kobiety.
"On podszedł i podniósł ją, ująwszy za rękę. "
Mk 1, 31
Zrobienie pierwszego kroku, otwarcie się na pogodzenie.
Podniesienie na duchu, miłe słowa, podnoszące słowa pojednania zamiast dołujących wyrzutów.
Ujęcie za rękę, czułość i bliskość przez to okazana.
A co stało by się, gdyby obie strony konfliktu potrafiły tę radę wdrożyć w życie...
poniedziałek, 21 listopada 2011
Niedziela widziana moimi oczami.
W niedzielę wraz z J. spacerowałyśmy po oświetlonym przez słońce starym mieście w Krakowie. Konieczna mi była poranna kawa, gdyż snu brakuje mi w ostatnim czasie. Przemierzając rozpościerające się pod dachem nieba konary rynku dotarłyśmy w miejsce, które niegdyś było postrachem niejednego mieszkańca Krakowa. Dziś całkiem bezpiecznie czując się z mocno przytwierdzonym do skały, regularnie ziejącym smokiem. Stałyśmy u stóp wzgórza Wawel. Przed przekroczeniem bramy odebrałyśmy bilety, aby móc podziwiać królewskie komnaty. Pierwszym punktem w naszej wyprawie do czasów gdy państwem naszym władali królowie było zagubienie. Chwilę później jednak obejrzałyśmy wystawę o rodzie Sapiechów. Następnie udałyśmy się do komnat reprezentacyjnych po których dawniej dumnie kroczyli królowe i piękne damy tamtych czasów. Mimo, iż brakowało mi tam malującego słowami przeszłość przewodnika, starałam się z otwartymi oczami zamykać je i wyobrażać sobie tamte czasy odległe o lat setki. Wawel zaginiony to ostatnia wystawa, na którą tego dnia otrzymałyśmy pozwolenie wstępu wolnego. Po upewnieniu się, że smok wciąż stoi u wejścia do swej jamy nasze kroki skierowałyśmy tam gdzie jak głosi legenda jeden brat zabił drugiego, by jego wieża była dostojniejsza. Legendę tą opowiadałam Hani, jednak nóż wiszący na łańcuchu nie został przez nas odnaleziony. Gdy tym razem wyjaśniałam J. różnice pomiędzy wysokością wież w Kościele Mariackim jedna z kobiet, tak jak my stojących w kolejce do Muzeum w Sukiennicach jednym ruchem palca wskazała nam ów nóż owiany tajemnicą. Kraków ukazał mi się jeszcze dokładniej. Kolejka okazała się o wiele mniej uciążliwa niż mogło nam się wydawać. Muzeum w Sukiennicach zachwyciło mnie sztuką i jej ekspozycją. Sale, którym nadano imiona wybitnych postaci zapraszały do środka swą dostojną, jednobarwną prostotą, na której tle dzieła sztuki ukazywały się w całym swym uroku. Zachwycała wielkość, ujęcie, barwy, dokładność, zdumienie, przerażenie i wiele innych uczuć i emocji budzących się w człowieku zwiedzającym. Widziałam chłopca, który od kilku lat stoi oprawiony w drewnianą ramkę, na komodzie w pokoju mojej siostry. Czułam się zaszczycona poznając go po latach. Postanowiłyśmy z J. zapamiętać jeden z obrazów zachowując jego piękno dla swej duszy i nazwisko artysty ku jego pamięci. Oto mój. Tam powyżej. Namalowany został w roku 1888 przez J. Chełmońskiego. Na tym niebie i odbiciu jest wiele gwiazd dających na oryginale efekt, którego nie potrafię nazwać.
Tekst zaczerpnięty z http://ula-s.blogspot.com/
środa, 21 września 2011
Siódmy cud świata
Mimo, że było to już tak dawno, to nadal tli się w nas wspomnienie tamtych dni.
Zieleń lasów tworzy ramę obrazu namalowanego w pamięci. Błękit nieba stanowi tło w ciągu dnia. Wieczorami róż, czerwień i pomarańcz niczym akwarele delikatnie rozmyte wilgocią tej krainy. Dolną cześć obrazu zalewa swą głębią granat jezior. Silny wiatr wydyma biel żagli znajdujących się w centrum. Na żaglówce siedem wielobarwnych postaci. Ahoj!
To oczywiście poetycko "wakacje na Mazurach" według Uli :)
A teraz coś ode mnie.. Słońce, wiatr, miłość i "rum" bez którego nie mogłoby się obejść na żadnym "statku". Tak spędziliśmy wakacje w rodzinnym gronie + obcy (Tomasz i ja - Gosia).
Siedzę tak teraz i zastanawiam się co napisać? Jak mam opisać to jak wspaniale tam było? Magicznie? Wesoło? Przecież tego jak tam jest nie da się opisać. Chciałabym wam to jakoś ukazać - ale wybaczcie, nie potrafię. Mogę jedynie napisać, że nie zamieniłabym tych kilku chwil z tymi ludźmi na żadne inne. Rejs był dosyć długi, trudny, ale mimo to zwarta załoga zawsze z uśmiechem na twarzy sobie radziła. Nawet podczas sztormu w którym sam Bóg słyszał obawy tłoczące się w naszych głowach. Wszystko skończyło się dobrze, a my ciągle chcemy więcej. Na pewno tam wrócimy jeszcze nie raz. Kto wie może następnym razem będzie nas więcej?
Z żeglarskim pozdrowieniem : Ahoj!
piątek, 10 czerwca 2011
Zachwycająca zmiana.
Zachwycająca zmiana. Zamiany wprowadzają w życie wiele nowej energii, stawiają przyszłość w jaśniejszym niż dotąd świetle. Kryją w sobie tę niezwykłą moc. Czasem wystarczy zmienić coś małego, czasem zmienia się w naszym życiu zbyt wiele. Sami zarządzamy zmiany, one wpraszają się w nasze życie. Są dla nas zaskakujące, miłe, niespodziewane, nagłe, smutne, przerażające, niewielkie, wielkie. Każda z tych sytuacji jest jednak w pewnym sensie naszym "wszystkim" od nowa. Początkiem, który wyznaczają kupienie sobie nowej sukienki, pomalowanie paznokci lub inne większe lub mniejsze zmiany. Początkiem, który wyznacza wiadomość o czymś ważnym.
Wraz ze zmianą i początkiem, z końcem roku szkolnego i akademickiego, zmianą pory roku i wszystkim innym, a może tak z niczym niezwiązane przyszło mi coś na myśl.
Wraz ze zmianą i początkiem, z końcem roku szkolnego i akademickiego, zmianą pory roku i wszystkim innym, a może tak z niczym niezwiązane przyszło mi coś na myśl.
"Życie jest zbyt krótkie, by tracić cenne chwile na bieganie. Jest zbyt piękne, by szalonym sprintem przemierzać skwery i altany. Jest zbyt ulotne, by pozornym truchtem pokonywać, własne przedpokoje, czy też uczelniane korytarze.Idźmy wiec przez życie powoli, zachwycając się nim. Ciesząc się z gorącego słońca i zimnego deszczu, który nagle spadł z nieba. Dla nas.
Goniąc za iluzorycznym ukojeniem tracimy najlepsze chwile swego życia, życia, które z każdym długim susem przecieka nam między palcami.
Ludzie - nie dajmy się zwariować – czas powiedzieć STOP! Czas zatrzymać się w tym opętańczym biegu, zacząć cieszyć się życiem i powiedzieć – Dziękuję, nie biegam."
niedziela, 27 marca 2011
Siostry
Siostra, lustrzane odbicie mojej duszy.
Choć całkiem inna, potrafi stanąć obok mnie aby spojrzeć na świat moimi oczami. Potrafi stanąć naprzeciwko mnie, aby przeciwstawić się, kiedy popełniam błąd.
Cenne cząstki, które tworzą moje życie. Dopełniają je.
Choćby głosem w słuchawce, chociażby zdjęciem na ścianie.
A najpiękniej przez uśmiech, łzy, smutek, szczęście. Ciszę wymowną, słowa tylko nasze i tylko przez nas rozumiane.
Trzy dusze połączone pewną jednością. Miłością.
H. i D. nie potrafię za Was dziękować tak pięknie jak powinnam.
http://gabra.wrzuta.pl/film/11EtnIXG7bM/katarzyna_groniec_-_bede_z_toba
http://sprytnabacha.wrzuta.pl/audio/7oEYvzvCRgL/renata_przemyk_katarzyna_nosowska_-_kochana
Choć całkiem inna, potrafi stanąć obok mnie aby spojrzeć na świat moimi oczami. Potrafi stanąć naprzeciwko mnie, aby przeciwstawić się, kiedy popełniam błąd.
Cenne cząstki, które tworzą moje życie. Dopełniają je.
Choćby głosem w słuchawce, chociażby zdjęciem na ścianie.
A najpiękniej przez uśmiech, łzy, smutek, szczęście. Ciszę wymowną, słowa tylko nasze i tylko przez nas rozumiane.
Trzy dusze połączone pewną jednością. Miłością.
H. i D. nie potrafię za Was dziękować tak pięknie jak powinnam.
http://gabra.wrzuta.pl/film/11EtnIXG7bM/katarzyna_groniec_-_bede_z_toba
http://sprytnabacha.wrzuta.pl/audio/7oEYvzvCRgL/renata_przemyk_katarzyna_nosowska_-_kochana
poniedziałek, 28 lutego 2011
List do J.
Chcę napisac tu dziś do Ciebie parę zdań, które ułożą się w jedno słowo- dziękuję. Moja współlokatorko od początku.
Trzy lata temu. Zaczęło się to pewnie podczas rozmowy na gg. Myślę, że Twoja cudowna pamięc zapisała to dokładniej. Chwilę później siedziałyśmy studiując zawiłości gumtree. Wycieczka do Krakowa i znów gumtree w kawiarence jednego z moteli. Pamiętasz? Nasze oglądanie mieszkań, nie tylko wtedy, ale za każdym razem wiązało się z jakimiś niezwykłymi ludźmi i podróżami. I trafiłyśmy do naszego pierwszego zielonego pokoiku, który po wprowadzeniu się nabrał tak niesamowicie domowego klimatu. Po roku zamieszkałyśmy w kolejnym, niczym zamek, zbudowanym na wzgórzu bloku. Nasz pokój na poddaszu. Okna na niebo. Od kiedy tylko weszłyśmy tam wiedziałyśmy, że to będzie nasz pokój. Następny rok mimo wielkiej chęci pozostania w pokoju na poddaszu odebrał nam go, wzamian ofiarując maleńki pokoik w bloku ze słonecznikiem na oszklonej klatce schodowej. I tak do dziś. Dziękuję.
Za to, że dzieliłaś ze mną swoje życie, że ja swoje z Tobą mogłam dzielic. Za każdy dzień i to co ze sobą niósł. Za wszystko o czym obie wiemy. Dziękuję.
Przepraszam, za wszystko co tego słowa wymaga.
Już bardzo mi Ciebie brakuje.
Moja wspólokatorko od początku.
"Drogi się nie rozchodzą. One biegną właściwym torem."
Trzy lata temu. Zaczęło się to pewnie podczas rozmowy na gg. Myślę, że Twoja cudowna pamięc zapisała to dokładniej. Chwilę później siedziałyśmy studiując zawiłości gumtree. Wycieczka do Krakowa i znów gumtree w kawiarence jednego z moteli. Pamiętasz? Nasze oglądanie mieszkań, nie tylko wtedy, ale za każdym razem wiązało się z jakimiś niezwykłymi ludźmi i podróżami. I trafiłyśmy do naszego pierwszego zielonego pokoiku, który po wprowadzeniu się nabrał tak niesamowicie domowego klimatu. Po roku zamieszkałyśmy w kolejnym, niczym zamek, zbudowanym na wzgórzu bloku. Nasz pokój na poddaszu. Okna na niebo. Od kiedy tylko weszłyśmy tam wiedziałyśmy, że to będzie nasz pokój. Następny rok mimo wielkiej chęci pozostania w pokoju na poddaszu odebrał nam go, wzamian ofiarując maleńki pokoik w bloku ze słonecznikiem na oszklonej klatce schodowej. I tak do dziś. Dziękuję.
Za to, że dzieliłaś ze mną swoje życie, że ja swoje z Tobą mogłam dzielic. Za każdy dzień i to co ze sobą niósł. Za wszystko o czym obie wiemy. Dziękuję.
Przepraszam, za wszystko co tego słowa wymaga.
Już bardzo mi Ciebie brakuje.
Moja wspólokatorko od początku.
"Drogi się nie rozchodzą. One biegną właściwym torem."
poniedziałek, 21 lutego 2011
W oczekiwaniu.
W oczekiwaniu na chwilę spokoju. Na tekst zawierający większą ilośc słów niż domysłów. Słów i domysłów. Na czas, który pozwoli oderwac się od natłoku zajęc, aby stworzyc coś za pomocą liter i wyrazów.
Polecam.
Podając tu zaledwie jedną z piosenek z zaskakującej płyty "Muzyka z serca 2011", zachęcam do przesłuchania jej całej.
Wyjątkowe duety. Zadziwiające połączenia.
Muzyka. Teksty.
Polecam.
Podając tu zaledwie jedną z piosenek z zaskakującej płyty "Muzyka z serca 2011", zachęcam do przesłuchania jej całej.
Wyjątkowe duety. Zadziwiające połączenia.
Muzyka. Teksty.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


